Palladowy Orzeł wciąż w sferze planów

Mennica Stanów Zjednoczonych przyznaje, że wprowadzenie na rynek Amerykańskiego Orła z palladu, planowane wstępnie na ten rok, musi jeszcze poczekać. Prace nad nową wersją słynnej monety bulionowej o nominale 25 dolarów i wysokim reliefie trwają w siedzibie mennicy w Filadelfii.

Jak ogłosił kilka dni temu przedstawiciel US Mint, Ronald J. Harrigal, sukces każdej monety bulionowej z palladu zależy przede wszystkim od zbudowania sieci dostawców, będących w stanie zapewnić metalowe krążki najwyższej jakości, spełniające najbardziej wyśrubowane normy. W przypadku Orła, faza pozyskiwania materiałów niezbędnych do produkcji wciąż trwa.

Trwają również prace nad specyfikacją produktu i ustalanie wymiarów krążków, tak by ich wymiary pozwalały na uzyskanie wysokiego reliefu po obu stronach monety. Ta będzie miała najprawdopodobniej średnicę pomiędzy 32,7 mm (czyli wymiarami złotego Orła o nominale $50), a 38,1 mm (czyli średnicą srebrnych dolarów kolekcjonerskich).

Jak ujawnił Harrigal, już kilka lat temu Mennica Stanów Zjednoczonych zamówiła palladowe krążki od GoldCorp, jednego z dostawców złotych krążków do produkcji klasycznych Orłów. Płytki te wykorzystano do próbnego bicia monet o rozmiarze ćwierćdolarówki (24,3 mm), używając do tego tzw. „nonsensownych stempli” z Martą Waszyngton. Zawierają one wizerunek pierwszej damy USA, bezsensowne inskrypcje oraz przypadkowe rewersy, używane wcześniej do produkcji innych monet.

I choć testy wypadły ponoć pomyślnie, dzisiejsze specyfikacje mennicze są znacznie bardziej rygorystyczne. Obecnie trwają także konsultacje z przedstawicielami Królewskiej Mennicy Kanadyjskiej, która ma już na tym polu doświadczenie – w 2005 roku rozpoczęła bicie palladowego Liścia Klonowego. Regularna produkcja została tam jednak zawieszona ze względu na nieregularny popyt na ten rzadki metal.

Czy palladowy Orzeł odniesie sukces? Jak widać na poniższym wykresie, do inwestowania w pallad trzeba mieć mocne nerwy…