ZŁOTO: Klątwa śląskiego mnicha

Choć ponad dekadę temu na Śląsku odkryto najbogatsze złoże złota w Europie (szacowane na ponad 80 ton), jego eksploatacja wciąż nie ruszyła. Pojawiły się za to afery z przekazaniem złóż obcemu kapitałowi, interwencje ABW i cała masa argumentów przeciwko uruchomieniu wydobycia ze względu na wysokie koszty. Ale może tajemnica niepowodzeń kryje się gdzie indziej?

Około roku 1200, pod rządami księcia Bolesława Wysokiego, kopalnie w Złotoryi dawały najwięcej złota ze wszystkich kopalń dolnośląskich: około 150 funtów tygodniowo. Pracowało tam wielu ludzi, o których kronikarze pisali: „gdy książę Henryk Pobożny wyruszył przeciw Tatarom, u boku jego stanął hufiec dzielnych górników ze Złotoryi.”

Po bitwie pod Legnicą, w której zginęło wielu miejscowych górników, kopalnie podupadły. Podźwignęły się dopiero około roku 1352, ale w XV wieku uległy całkowitej likwidacji. Legenda mówi, że przyczyną upadku śląskich kopalń złota miało być następujące zdarzenie:

Jak wieść niesie – jeździł w owych czasach po Śląsku mnich, który ściągał dziesięcinę. Była to wysoka dziesięcina, a metody jej ściągania nie należały do łagodnych. Dlatego w Mikołajowicach doszło do gwałtownej kłótni między kwestarzem, a miejscowymi górnikami. Ci, niezadowoleni z metod mnicha i wysokości dziesięciny, zabili go. Tuż przed przed śmiercią chciwy mnich przeklął wszystkie kopalnie złota na Śląsku. Podobno od tego momentu nikt nie mógł znaleźć na Śląsku już ani jednej grudki złota i wszystkie kopalnie pozamykano. Nikomu nie udało odwrócić klątwy…