Eldorado – legenda pełna złota

Eldorado – jeden z najwspanialszych mitów w historii ludzkości, od ponad pięciu wieków niezmiennie intryguje swoją wciąż jeszcze nieodkrytą tajemnicą. Legenda o szczęśliwej krainie pełnej złota i innych bogactw, leżącej gdzieś na nowo odkrytych ziemiach na zachodzie, do białości rozpaliła umysły hiszpańskich konkwistadorów. Ogarnięci żądzą bogactwa i sławy, gotowi byli za wszelką cenę, nawet za cenę swojego życia, odnaleźć upragnione złoto Eldorado.

Bezpośrednią przyczyną do powstania legendy była intrygująca opowieść o „el hombre dorado”, czyli o „człowieku ze złota”, którą pierwsi odkrywcy i żeglarze musieli zasłyszeć od tubylców. Przez wieki badacze i archeolodzy uważali ją za wymysł nowych osadników, ale niedawne odkrycia pokazały, że była ona prawdziwa.

Otóż każdego roku, nad jeziorem Guatavita na terenie dzisiejszej Bogoty odbywały się rytualne ablucje. Wodzów z plemienia Czibczów rozbierano z szat, smarowano żywicą, a potem całe ich ciało posypywano złotym proszkiem. Następnie taki kacyk, niczym połyskująca złota statua, wypływał ze swoją świtą na środek jeziora i w ofierze bóstwom wrzucał do wody cenne klejnoty. Dowodem na to jest znaleziona miniaturowa tratwa, wykonana ze złotego drutu, na której przedstawiono scenę tego obrzędu. Ten bezcenny przedmiot, ważący 280 gram, arcydzieło prekolumbijskiej sztuki złotniczej, znajduje się dziś w muzeum Złota w Bogocie.

Niestety, konkwistadorzy nigdy nie widzieli obrzędu z „el humbre dorado”, gdyż przestał być praktykowany na kilkadziesiąt lat przed ich przybyciem do Ameryki Południowej. Jednak legenda o „człowieku ze złota” przetrwała i przekazywana z ust do ust, stawała się bogatsza o nowe, coraz bardziej fantastyczne, elementy. Tak narodziła się legenda, o krainie pełnej złota, która przetrwała do dziś.

A jak wyglądały poszukiwania owego kraju? Trzeba przyznać, że prawda o wyprawach konkwistadorów przyćmiewa nawet najbardziej fantastyczne opisy Eldorado. Gdy hiszpańscy monarchowie wysyłali pierwsze wyprawy ku nowym ziemiom, liczyli na odkrycie nowych dróg morskich do Indii, olbrzymie zyski z handlu i co za tym idzie na napływ złota potrzebnego do prowadzenia wojen. Zamiast tego odkryto nieprzebyte dżungle, dzikie plemiona i tysiące nowych roślin, z którymi początkowo nie wiedziano co zrobić. Pierwsze wyprawy kończyły się zazwyczaj finansową klapą.

Nic więc dziwnego, że ambitni odkrywcy, byleby tylko dostać pieniądze na kolejną wyprawę, opowiadali o fantastycznych bogactwach schowanego gdzieś w głębi lądu Eldorado. A szukano niemal wszędzie – od wybrzeży Ameryki Północnej po niebosiężne szczyty Andów. Niektórym, jak choćby Hernan Cortez i Francisco Pizarro, w szaleńczych wyprawach wojennych udało się zdobyć złoto, choć nigdy tyle ile pragnęli. Większość jednak czekało tylko rozczarowanie i śmierć w dżungli. Mimo to Hiszpanii udało się „wydusić” złoto z obu Ameryk. Zakłada się, że tylko w XVI wieku wywieziono stąd do Europy około 754 tony tego kruszcu.

Dziś wiadomo, że Eldorado nie istnieje, ale w starożytnych miastach nadal ukryte są cenne, złote przedmioty. To ich poszukują przybyli z całego świata poszukiwacze skarbów. W odciętych od świata, trudno dostępnych rejonach amazońskiej dżungli, oraz w niebotycznych pasmach Andów, szukają śladów na wpół legendarnego miasta – Vilcabamba, ostatniej twierdzy Inków. Wedle podań w tej niedostępnej fortecy mieli schronić się ostatni wolni Inkowie zabierając ze sobą całe swoje złoto. Niestety, zagadka Vilcabamba do dziś pozostaje niewyjaśniona.

fot. manufaturadeideias, flickr.comCC BY-SA 2.0