Koryto kontra miska

Płukanie złota

Często amatorzy poszukujący złota zadają pytanie czy podłużne koryta – tzw. płuczki są lepsze od misek?

Zarówno jeden przedmiot jak i drugi służy do poszukiwania złota. Jednak przy pomocy miski można tylko sprawdzić, czy złoto w danym miejscu w ogóle jest. Praca w terenie z miską przez kilka godzin jest męcząca, bo wykonywana w skłonie, co powoduje ból pleców. Dlatego przy całodziennym wypadzie nad rzekę w poszukiwaniu złotego pyłu lepiej zabrać koryto. Pracuje się z nim łatwiej, a na dodatek jest bardziej wydajne – można na nim przepłukać większą partię żwiru. Co może doprowadzić do większej ilości uzyskanego złota – oczywiście jeśli jest się szczęściarzem.

Na Zachodzie koryto bez problemu można kupić w specjalistycznych sklepach. W Polsce nadal poszukiwacze sami tworzą prowizoryczne, amatorskie koryta w domowych warsztatach. To bardzo proste.

Niezbędne do tego celu są deski, a najlepiej blacha nierdzewna – aluminiowa, ponieważ jest lżejsza i nie nasiąka wodą. Prostopadłościenne koryto powinno mieć długość około 1 – 1,5 m, szerokość 20 – 25 cm i wysokości 5 – 10 cm – wymiary te są dobrze dopasowane do przeciętnej wielkości plecaka lub wielkości bagażnika w samochodzie. Dno można wyścielić gumową wycieraczką do butów. Dobrze aby miała wklęsłe pułapki w formie prostokątów czy kwadratów albo niezbyt wysokie poprzeczne progi z cienkich listewek (1,5-3 cm).

Działanie korytka jest niezbyt skomplikowane. Woda toczy złotonośny osad po jego dnie. Ciężkie minerały wraz ze złotem gromadzą się tuż za przeszkodami, zaś lekkie są wymywane.

Korytko należy zamontować zgodnie z nurtem wody. Lepiej zablokować je po bokach ciężkimi kamieniami, by efekt naszej pracy nie popłynął z prądem. Jeśli woda w rzece ma zbyt niski poziom, należy zbudować tamę. Tu do akcji mogą wkroczyć dzieci. Dzięki czemu nie będą się nudziły, jeśli towarzyszą rodzicom – poszukiwaczom złota w ich wyprawach.

Osad z dna rzeki można bezpośrednio wrzucać łopatą do koryta. Jednak wówczas większe kamienie mogą utrudniać przepłukiwanie. Dlatego lepiej jest wstępnie wysortować żwir. Najpierw sypie się go przez sito do wiadra, skrzynki lub wanienki. Po wypełnieniu tego naczynia, przesiany osad można już wrzucać do koryta. Przepływająca przez koryto woda wlecze ze sobą materiał lekki, jak np.: skalenie i kwarce. Złoto oraz pozostałe ciężkie minerały – jak szlich – piasek o ciemnym kolorze, składający się między innymi z ilmenitu, magnetytu, hematytu, epidotu, cyrkonu, rutylu i granatu wpada w kratki albo gromadzi się tuż za progami koryta.

W trakcie pracy koryto należy przemywać stałym strumieniem. Należy uważać, by większy strumień podczas przepłukiwania nie zmył z pułapek naszego złota.

Ważne jest, aby odpowiednio dopasować prędkość przepływu wody. Powinna ona płynąć pod kątem około 15 stopni. Gdy prędkość wody będzie zbyt mała, koryto zamuli się, zaś gdy będzie zbyt duża – złoto nie zatrzyma się na pułapkach i wpadnie z powrotem do rzeki.

Po pewnym czasie osad w formie koncentratu, który pozostał w pułapkach lub za progami koryta należy delikatnie zmyć do miski. W tym celu koniec korytka należy wsadzić do miski i delikatnie przemyć je od góry wodą. Dzięki temu koncentrat szlichowy spłynie w dół. Po tej czynności trzeba przepłukać zawartość miski. Wytrawni poszukiwacze złota rzadko przemywają koncentrat do czysta – szkoda im na to czasu. Do tego przez nieuwagę można zgubić osadzone złoto. Przelewają koncentrat do miski, wiadra lub słoików. Dokładną analizę urobku – samorodek po samorodku, można przeprowadzać w domu. Wtedy łatwiej jest też odnaleźć inne cenne minerały, które towarzyszą złotym drobinom.

fot. Bureau of Land Management, flickr.comCC BY 2.0