Przejdź do treści

Drapię Się w Głowę i Coraz Mniej Rozumiem…

Dawniej rynek działał według prostych zasad, a konkretne wydarzenia w światowej gospodarce wywoływały konkretne efekty. Waluty, papiery wartościowe, giełdy towarowe – to wszystko pozostawało w jasnych, wzajemnych relacjach. Kolejne kryzysy przychodziły i odchodziły kreśląc gospodarczą sinusoidę. Jak w naturze – po burzy zawsze wychodziło słońce. Dziś nikt nie wie, czy burza w ogóle się skończy i co kryją kłębiące się nad nami chmury…

Zdrowy rozsądek każe spodziewać się, że gdy gospodarka kuleje, gdy pieniądz traci na wartości, zyskają na tym ceny metali szlachetnych. Złoto od tysiącleci pozostaje najpewniejszą, uniwersalna walutą, od stuleci chroni swoich właścicieli przed inflacją, od ponad dziesięciu lat nieustannie zyskuje na wartości. Tymczasem dziś, gdy pieniądz wart jest mniej, niż jeszcze wczoraj, wbrew prognozom najwybitniejszych ekonomistów i wbrew zdrowemu rozsądkowi – cena złota nie rośnie. Co się dzieje? Czy świat zwariował, czy może ktoś nim manipuluje?

Złoto zachowuje się nieracjonalnie. Oczekiwanego wzrostu cen nie wywołała ani Rezerwa Federalna, uruchamiając bezterminowy dodruk dolara, ani Europejski Bank Centralny ogłaszając skup obligacji państw objętych kryzysem, ani nawet ujemne realne stopy procentowe na rynku obligacji. Co mogło spowodować tak nielogicznie tendencje na rynkach?

Może banki o dużych zobowiązaniach z krótkiej sprzedaży wykorzystują płynące ze świata informacje, by osiągnąć niższe ceny? A może banki centralne manipulują rynkiem, by wypełnić swoje skarbce tańszym złotem, a potem liczyć zyski, gdy kruszec powróci do swojej realnej, wysokiej ceny rynkowej?

Jak długo można zaprzeczać prawom ekonomii? To się wkrótce okaże. Jedno jest pewne. Nikt nie powstrzyma dewaluacji pieniądza. Na to jest już po prostu za późno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.