Przejdź do treści

Podwodna Gorączka Złota Wywoła Katastrofę?

Wydobycie cennych metali i minerałów z dna oceanu – środowiska, o którym wciąż wiemy bardzo niewiele – może zakończyć się ekologiczną katastrofą. Tymczasem, jak donosi The Guardian, wśród poszukiwaczy skarbów na morskim dnie rozgorzała prawdziwa gorączka złota.

Oceany, które stanowią 45% powierzchni kuli ziemskiej, już teraz znajdują się pod negatywnym wpływem zanieczyszczeń, zmian klimatycznych i kłusownictwa. Teraz czeka je jeszcze eksploatacja przez spółki wydobywcze.

Według szacunków niektórych naukowców pokłady minerałów i metali szlachetnych ukryte na dnie morza mogą być nawet 10 razy większe niż na lądzie. Nic zatem dziwnego, że nawet wysokie koszty wydobycia i niezbędne do tego nowoczesne technologie nie odstraszają żądnych zysku przedsiębiorców.

Podmorskie górnictwo na obszarze środkowego Pacyfiku za około 5 lat osiągnie najprawdopodobniej skalę komercyjną, ale nowa gorączka złota już trwa. W ciągu ostatnich kilku lat ilość spółek zainteresowanych morską eksploracją zwiększyła się trzykrotnie.

Międzynarodowa organizacja, która udziela licencji na poszukiwanie złóż na wspólnych wodach wydała już 26 pozwoleń na zbadanie podmorskiego obszaru wielkości Meksyku.

Wśród poszukiwaczy prym wiedzie Wielka Brytania, a także Rosja, Chiny, Japonia i Korea Południowa. Ponadto, tylko w tym roku Brazylia, Niemcy i Wyspy Cooka uzyskały licencje na eksplorację dna Pacyfiku o powierzchni 75 tysięcy kilometrów kwadratowych.

Na wydobycie otwierają się także tereny nienależące do wód międzynarodowych. Papua Nowa Gwinea wydała pozwolenie kanadyjskiej spółce Nautilus Minerals na poszukiwanie miedzi, cynku i złota zaledwie 30 km od swojego wybrzeża. Złoża te mogą być warte nawet setki milionów dolarów.

Wydobycie tych metali z dna w zasadzie nie wymaga wiercenia. Złoża są tam rozrzucone wśród osadów, a grudy wielkości od kilku do kilkudziesięciu centymetrów można pobrać specjalnymi szczypcami i odessać na pokład specjalnego statku lub platformy.

Problem polega jednak tym, że wciąż niewiele wiadomo na temat tego, co właściwie znajduje się w morskich głębinach i jak ingerencja w nie może wpłynąć na środowisko, a zwłaszcza na produkcję tlenu i redukcję dwutlenku węgla.

Kiedy poznamy odpowiedź, może być już za późno.

10 komentarzy do “Podwodna Gorączka Złota Wywoła Katastrofę?”

  1. Tragedia ,największą szkodę robi człowiek sobie sam i swoim potomnym. Głupota nie zna granic. Jak chcą adrenaliny to niech szukają gdzie indziej. Nie zaczyna się tematu jak się nie zna skutków. tu nie ma miejsca na domysły i kalkulacje. STAWKA JEST ZBYT DUŻA– ZIEMIA TO NASZ WSPÓLNY DOM I JA SIĘ NIE ZGADZAM NA TAKIE DZIAŁANIA.

    1. Krysiu, tu przecież nie chodzi o adrenalinę !!! Tu chodzi o główną cechę współczesnego człowieka, czyli CHCIWOŚĆ. Tu chodzi o olbrzymie pieniądze !!!

  2. Własnie, ziemia to nasz wspólny dom a do tego jedyny. Jeśli go zdemolujemy, to nie ma się dokąd przeprowadzić (ani jak).

  3. Najwięcej do powiedzenia mają mają ci których wiedza na temat wydobycia konkrecji jest ograniczona lub żadna. Konkrecje występują na dużych głębokościach i pozyskiwane są z dna morskiego specjalistycznymi statkami. Tam gdzie są zasoby nie ma prawie życia biologicznego ponieważ są to strefy powulkaniczne. Polska tez uczestniczy w programie badań dna Pacyfiku.

    1. Swiat jest w deflacji od 2008. Mamy wiecej surowcow, narzedzi i gotowych produktow niz jestesmy w stanie skonsumowac. W takich warunkach podwodne gornictwo przyniesie potezne straty i morze niesciagalnych kredytow. Jest wiec zbyt ryzykowne, finansowo i ekologicznie by w mojej opinii, w ogole brac je powaznie.

    2. Jan Krzysiek – a co z Zatoką Meksykańską. Też miało być bezpiecznie, też miało być z dna a jednak wszystko co lżejsze wypłynęło na powierzchnię. A to co zostało na dnie i czego nie widać to nie znaczy że tego nie ma. To że Polska też bierze udział to nie argument – chodzi o to żeby wszyscy sie opamiętali, nawet Polacy.

  4. Tak, opamiętajmy się wszyscy. I to nie tylko podczas pisania takich rozrzewnionych komentarzy, ale na co dzień. Zmieniajmy świat zaczynając od siebie. Podczas zakupów wybierajmy produkty, których nie uszyły dzieci w Bangladeszu, ani nie wykopały z ziemi inne dzieci w Afryce. Kupujmy nasze polskie towary od lokalnych małych firm – ale bez tej szpanerskiej metki. Nie pakujmy wszystkiego do foliowych torebek, tylko pamiętajmy żeby zabrać swoją wielorazową torbę z domu. Chodźmy spacerem co rano po mleko do lokalnego rolnika z bańką, a nie ładujmy tej białej cieczy w plastiku do tych gigantycznych koszyków w markecie z wielkim parkingiem – wysiłek taki, zastąpi ten karnet na siłownię czy fitness gdzie wydajemy kasę w kolejnej franchisingowej „sieci zniewolenia”. Myślimy o środowisku siedząc w wygodnych domach, pożerając zasoby naszej ziemi. I chcemy ich coraz więcej. Na co dzień, w domu, w pracy, podczas zakupów. Jesteśmy jak wirusy, które trawią środowisko naturalne.
    A potem większość z tego i tak wyrzucamy, bo już chcemy inne nowsze, lepsze. Czyż nie jest tak właśnie? I to nie firmy wydobywcze są złem, to my nim jesteśmy. Tylko nie chcemy o tym ciągle myśleć, tylko chwilami, pisząc takie ckliwe apele o ratunek dla Ziemi.
    A teraz wszyscy razem zróbmy sobie rachunek sumienia. Ile zasobów naturalnych zmarnowaliśmy przez swoją próżność? Jakieś przykłady? Może taki. Ile masz w domu starych telefonów komórkowych, które wymienili Ci w promocji na nowe?
    To właśnie w tej elektronice siedzą te rzadkie pierwiastki których tak szukają nawet na dnie oceanu! Nie marnujmy tylu zasobów, to nie będą musieli ich z taką determinacją szukać – dla nas!

    1. Virusie,myślę dokładnie tak jak Ty. Niestyty tacy jak my, to jet już gatunek na wymarciu :( Ale mimo braku nadziei, gdzie tylko mogę, krzyczę o tym głośno gdzie się tylko da :)

  5. To prawda to my sami robimy sobie krzywde sami nie wiemy co chcemy a jak sie cos dzieje to szukamy winnych.Czas zaczac od siebie
    Dzola

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.