Kto Ucierpi, a Kto Zyska Na Kolejnym Spadku?

Obserwowany w ostatnich dniach wyraźny spadek ceny złota wywołał na rynkach mieszane uczucia. Jak zwykle w takim przypadku, ucieszył wielu inwestorów (zwłaszcza na Wschodzie), którzy tylko czekają na kolejne okazje do zakupów. Nie wszyscy są jednak zadowoleni, a najbardziej narzekają liczni producenci kruszcu, którzy przy obecnych notowaniach zmuszeni są dopłacać do każdej wydobytej uncji.

Dziś w nocy, po raz pierwszy od 4,5 roku, cena złota spadła poniżej poziomu 1150 dolarów. Spadek ten, wywołany bezpośrednio zarzuceniem rynku papierowego złotem wartości blisko 1,5 miliarda dolarów, wyraźnie przypomina sytuację z kwietnia ubiegłego roku, kiedy nastąpiła pierwsza tak potężna korekta.

Już wtedy producenci kruszcu, których kopalnie generują najwyższe koszty, zostali zmuszeni do ograniczenia, a nawet wstrzymania wydobycia. Teraz dołączają do nich kolejni, którzy na fali wzrostów z 2011 roku (kiedy cena przekroczyła na krótko 1920 dolarów za uncję) uruchomili działalność licząc na kontynuację wysokich notowań.

Niektórzy producenci mają szczęście i dobre biznes-plany, bo wciąż zarabiają. W kopalniach kanadyjskiej spółki Barrick Gold koszt wydobycia jednej uncji złota wynosi obecnie średnio 834 dolary, a spółka Alcer Gold Corp z Kolorado może się pochwalić kosztami w wysokości jedynie 711 dolarów.

Do grupy „elastycznych producentów”, którzy łatwiej mogą zmieniać wieloletnie plany produkcyjne, należą Goldcorp Inc., Randgold Resources Ltd. i Eldorado Gold Corp. Ale nie brakuje i takich, jak południowoafrykańska spółka Harmony Gold, której koszty wynoszą aż 1264 dolarów za uncję. Jej sytuację ratuje wyłącznie rozliczanie się w lokalnej walucie.

Jak donosi Bloomberg, światowi producenci złota zamierzają w najbliższym czasie „dramatycznie obcinać koszty”, ale spadek cen do poziomu 1100 dolarów za uncję może spowodować zamknięcie linii kredytowych dla wielu z nich i zawieszenie ich działalności. Obecnie nie ma także mowy o finansowaniu poszukiwania nowych złóż.

Inwestorzy zadają więc dziś sobie jedno pytanie – czy ograniczenie podaży przełoży się wreszcie na wzrost cen złota?