Diamentowa Klątwa Czy Nieszczęśliwy Przypadek?

Cenne przedmioty przynoszące nieszczęście swoim właścicielom to popularny motyw wielu legend. W niektórych opowieściach może się jednak kryć ziarno prawdy…

Jednym z najbardziej znanych pechowych klejnotów jest „Hope” – największy barwny diament na świecie. Błękitnemu kamieniowi przypisuje się pośrednie spowodowanie śmierci aż 126 osób!

Z Indii przywiózł go do Francji znany podróżnik, Jean Baptiste Tavernier. O 112-karatowym kamieniu szeptano wtedy, że został ukradziony ze świątyni, gdzie umieszczony był w oku posągu miejscowego bóstwa.

Po przyjeździe do kraju Tavernier sprzedał kamień królowi Francji, Ludwikowi XIV, ale nie zdążył się nacieszyć pieniędzmi. Szybko został pierwszą ofiarą przeklętego diamentu – zginął rozszarpany przez dzikie psy.

W międzyczasie kamień oszlifowano do 67 karatów i nazwano „Wielkim Niebieskim Diamentem”. Ludwik XIV miał na sobie diament tylko raz. Jego następca, Ludwik XV, pożyczył klejnot słynnej Comtessie Du Barry. Legendarna piękność zakończyła życie pod ostrzem gilotyny. Podobny los spotkał jedną z kolejnych posiadaczek błękitnego diamentu – królową Marię Antoninę, a także króla Ludwika XVI.

W 1792 roku diament został zrabowany z francuskiego skarbca i przez wiele lat nikt nie znał miejsca jego pobytu. Dopiero w 1812 roku londyński jubiler zauważył brylant u pewnego handlarza. Klejnot ważył już wprawdzie tylko 44,5 karata, ale jubiler domyślił się, że charakterystyczny kamień został po prostu przeszlifowany.

W roku 1830 niebieski diament kupił bankier, Henry Philipp Hope, od którego nazwiska pochodzi dzisiejsza nazwa klejnotu. Udało mu się umknąć ciemnym mocom kamienia, ale jego spadkobiercy nie mieli już tyle szczęścia. Syn Hope’a został porzucony przez żonę i zbankrutował, tracąc rodzinną fortunę. Żona bankiera zmarła w biedzie.

Kilku kolejnych właścicieli diamentu popełniło samobójstwo, inni ginęli w dramatycznych okolicznościach, czy to w bitwach, cz y z rąk zamachowców. O względnym szczęściu mógł mówić jeden z następnych właścicieli diamentu, sułtan Turcji, Abdul Hamid, który został jedynie zmuszony do abdykacji.

Na początku XX wieku brylant na krótko trafił do Pierre’a Cartier’a, a następnie do multimilionerki Evalyn Walsh McLean, której syn zginął w wypadku, a córka przedawkowała leki nasenne. Po śmierci milionerki, klejnot kupił jubiler Harry Winston, który w 1958 roku podarował go Instytutowi Smithsonian, gdzie diament podziwiać można do dziś.

Czy jednak rzeczywiście potrzebne są tajemnicze klątwy, by generałowie ginęli w bitwach, źli władcy kończyli na szafocie, a bezmyślni biznesmeni bankrutowali? Raczej nie.

MW