Przejdź do treści

Kołyska Czy Sito? Tak Poszukiwano Złota!

Historia złota sięga tysiące lat wstecz. Najstarszy na świecie złoty skarb odkryto w bułgarskiej Warnie, a jego wiek ocenia się na 4600-4200 lat przez naszą erą. Co więcej, aż 2,5 tysiąca lat temu król Lidii, Krezus, znał proces rafinacji złota do czystości 98 proc.

Najprostsza metoda uzyskiwania złota to przesiewanie. Poszukiwacze kruszcu naciągali kawałek tkaniny na sito i podrzucali zebrany piasek. Wiatr wymiatał z sita najlżejsze drobinki, a cięższe od piasku złoto opadało na materiał. Żeby odzyskać wbite w niego najdrobniejsze grudki złota, materiał na koniec palono.

Takiej metody można było używać jednak tylko na suchych terenach, a złoto często znajdowało się przecież w wodzie. Podstawowymi narzędziami do wypłukiwania kruszcu z potoków były kilof, łopata i – przede wszystkim – miska o głębokości kilku centymetrów.

Poszukiwacz wsypywał garstkę mokrej ziemi do miski i trzymając naczynie pod lekkim kątem, wprowadzał je w ruch obrotowy. Woda unosiła najlżejsze cząstki, a samorodki, drobne grudki złota i najgrubszy żwir opadały na dno miski. Przy wykorzystaniu tej metody, najprostszej i wyjątkowo popularnej podczas amerykańskiej gorączki złota, poszukiwacz musiał godzinami stać w zimnej wodzie. Wymagało to dużej siły i wytrwałości, dobrego zdrowia i sporo cierpliwości, bo w ciągu jednego dnia przeszukiwano około metra sześciennego ziemi.

W połowie XIX wieku wynaleziono także łatwą do skonstruowania kołyskę. Urządzenie używane było na tych samych zasadach co miska – pomagało oddzielić złoto od skał. Kołyska zbudowana była z otwartego pudła, umocowanego na połówkach koła, które pozwalały jej się huśtać. Poszukiwacze nabierali ziemię do sita, polewali ją wodą i wprawiali kołyskę w ruch. Woda przenosiła się wtedy do pudła, a większe grudki złota, blokowane przez boczne listwy, zostawały na dnie. Polewane wodą drobinki złota przenikały przez sito i spadały na płótno, które – jak dawniej – palono. Dzięki tej metodzie, dziennie można było przeszukać do 4 metrów sześciennych materiału skalnego.

Czytaj także:  Czy Zostaniemy Bez Grosza?

Jeszcze skuteczniejszym, choć wymagającym obsługi przez cztery osoby, rozwiązaniem okazał się „długi Tom”, mogący mierzyć nawet 6 metrów. Maszyna składała się z kilku elementów. Na początku umieszczone było pudło, do którego wrzucało się złotonośny żwir. Pod nim znajdowała się otwarta rynna, w której skały były płukane, a poniżej – ustawiona pod kątem perforowana płyta, na której zatrzymywały się cząstki złota. Najdrobniejszy materiał wyjmowano z maszyny dwa razy dziennie i przesiewano ręcznie na sitach.

Wadą Toma była potrzeba stałego i szybkiego dopływu wody, a także fakt, że obsługując maszynę trzeba było bez przerwy poruszać ziemią, aby nie zatkać sita.

Kolejnym osiągnięciem górniczej technologii była mierząca kilkadziesiąt metrów pompa. Był to nachylony pod kątem kilkunastu stopni kanał, w którym woda krążyła bez przerwy. Musiała mieć jednak odpowiednią prędkość, by skutecznie wypłukać ziemię, ale nie porwać grudek złota, które gromadziły się na rozłożonym na dnie płótnie.

Choć od największej gorączki złota minęło już ponad 150 lat, do wydobycia kruszcu wciąż niezbędna jest woda. Jej intensywne zużycie negatywnie odbija się na środowisku, powodując erozję. Dziś na szczęście branża górnicza bierze za swoje działania odpowiedzialność i finansuje działania na rzecz odbudowy eksploatowanych terenów.

MW