Jeśli złoto nie pomoże, to już chyba nic…

Eike Batista kiedyś był najbogatszym człowiekiem w Brazylii. Dziś wrzuca do morza ostatnie złote monety w nadziei, że bogowie przywrócą mu utraconą fortunę…

Batista był prawdziwym potentatem na rynku wydobycia najcenniejszych surowców. Jego finansowe problemy zaczęły się od upadku firmy OGX Petróleo e Gas, którą stworzył by zarabiać na złożach położonych na morzu. Nawierty nie odniosły jednak sukcesu, co pociągnęło za sobą straty finansowe i spadek zaufania wśród inwestorów, który przełożył się na inne interesy Batisty.

Dziś Batista chce pogodzić się z bogami. Zgodnie z tradycyjnym brazylijskim zwyczajem, w ubiegłym miesiącu, niedaleko wybrzeży Rio de Janeiro złożył ofiarę Jemai, bogini morza. Poza składanymi tradycyjnie w ofierze kwiatami i perfumami, w morskie fale posłał także 700 złotych monet i liczne butelki szampana – donoszą miejscowe gazety.

Ofiara warta blisko 700 tys. reali (ok. 715 tys. złotych) to pomysł, który podsunęło mu dwóch jasnowidzów, z których jeden właśnie opowiedział o całej sprawie mediom. – Powiedziałem mu, że wszystko, co zabrał morzu musi zostać oddane – mówi pragnący zachować anonimowość wróż.

Na surowcowym niewypale najbogatszy człowiek w Brazylii (i siódmy najbogatszy na świecie), stracił 34,5 miliarda dolarów. Brazylijskie władze skonfiskowały jego aktywa, w tym ekskluzywny jacht i jajko Fabergé, a na koniec oskarżono go także o insider trading. Batista sięgnął więc po rozwiązania ostateczne.

Choć składanie ofiar bogini morza jest w kulturze afro-brazylijskiej popularnym zwyczajem, gest Batisty spotkał się przede wszystkim z falą żartów – gazety piszą wręcz o próbie przekupstwa bogini. Są jednak i tacy, którzy na całej historii niewątpliwie skorzystają – płetwonurkowie, którzy już zabrali się za poszukiwania złota.