Czy „Peak Gold” Mamy Za Sobą?

W niedawnym artykule wyjaśniałem, że jedną z przesłanek przemawiających za rosnącą ceną złota są jego rosnące koszty wydobycia, które wynikają m.in. z coraz gorszej jakości złóż królewskiego kruszcu. Celem tego artykułu będzie zbadanie perspektyw dla wydobycia złotego metalu – niektórzy eksperci sądzą bowiem, że Peak Gold mamy już za sobą (lub lada moment osiągniemy), co nie jest, oczywiście, bez znaczenia dla przyszłego zachowania się ceny kruszcu.

Czytaj także: Ile kosztuje wydobycie uncji złota?

Przesłanki za Peak Gold

Za tym, iż produkcja złota (przynajmniej ta kierowana na rynek) może spadać w najbliższym czasie (jeśli cena nie wzrośnie) przemawia szereg czynników. Po pierwsze, udokumentowane złoża złota wynoszą tylko ok. 3,72 mld uncji, co – przy założeniu ich 50-letniej eksploatacji – oznacza ok. 2314 ton rocznej produkcji, czyli istotnie poniżej obecnego poziomu w wysokości ponad 2800 ton. Wynik ten ulegnie obniżeniu, jeśli uwzględnimy, iż nie wszystkie złoża będą ostatecznie eksploatowane, zaś te które będą, nigdy nie będą wydobyte w 100 procentach ze względów technologicznych. Biorąc to pod uwagę, Natural Resource Holdings szacuje przyszłą podaż złota pochodzącą z kopalni na ok. 1,82 mld uncjo, co daje ok. 1134 ton rocznie.

Po drugie, nie wydaje się, aby rezerwy złota uległy znaczącemu zwiększeniu w najbliższym czasie, gdyż wielkość nowo odkrywanych złóż systematycznie maleje od lat 80–90 ubiegłego wieku, co doskonale widać na poniższym wykresie.

Po trzecie, odkrywa się nie tylko coraz mniej złóż, ale są one coraz gorszej jakości (grade), to znaczy: zawierają przeciętnie mniej gram złota na tonę rudy. Dlatego właśnie ostatnimi czasy w branży można było obserwować sporą liczbę fuzji i przejęć – dla dużych firm łatwiej jest często znaleźć złoto nie w ziemi, lecz na giełdzie, czyli po prostu kupić mniejsze spółki (junior miners), które odkryły nowe złoża, ale nie mają funduszy na ich coraz bardziej kosztowną eksploatację.

Jak widać na wykresie 3, istnieje wyraźna tendencja spadkowa w jakości eksploatowanych złóż. Pod koniec XIX wieku w tonie rudy znajdowano nawet ponad 20 gram czystego złota, podczas gdy w 1998 r. było to – w przypadku dziesięciu największych kopalni – 4,6 gramów, zaś w 2012 r. już tylko 1,1 grama.

Warto w tym kontekście zauważyć, iż nieeksploatowane jeszcze złoża zawierają przeciętnie aż o ok. 33 proc. mniej złota niż te obecnie eksploatowane – szacuje się, że w ich przypadku na 1 tonę rudy przypada tylko 0,89 złota.

Spadająca jakość złóż jest o tyle istotna, iż stanowi dominujący czynnik kosztowy dla spółek wydobywczych. Przykładowo, odpowiadała ona za ponad połowę podwyżki kosztów gotówkowych w 2012 r. w stosunku do poprzedniego roku (wykres 4). Jest tak, gdyż aby zachować ten sam poziom produkcji, firmy muszą albo eksploatować coraz większą wielkość złóż lub korzystać z bardziej kosztownych, wydajniejszych metod eksploracji.

Po czwarte, mimo że firmy wydobywcze znacznie w ostatnich czasach zwiększyły swoje nakłady inwestycyjne (na przejęcia, szukanie, badanie i eksploatację nowych złóż), to od wielu lat spada również ilość wydobywanego przez nich złota w stosunku do eksploatowanych złóż – chodzi o tzw. yield, który nie opisuje ilości złota w rudzie (grade), lecz ilość uzyskaną przez firmę. Dobrze tę tendencję oddaje wykres 5, na którym widać, iż współczynnik wydobycia złota dla pięciu największych spółek wydobywających złoto (Barrick Gold, Newmont Mining, AngloGold, Goldfields, GoldCorp) spadł z 1,62 w 2006 r. do 1,22 w 2012 r., co przyczyniło się do zmniejszenia produkcji o 2,6 mln uncji, mimo eksploatowania złóż większych o 55 mln ton.

 

Po piąte, powyższe negatywne czynniki dla strony podażowej złota, wzmacnia geograficzna dystrybucja jego złóż. Chodzi o to, że najwięcej eksploatowanych złóż królewskiego metalu (28 procent) znajduje się w Afryce. Na tym kontynencie znajdują się też złoża o najwyższej jakości – ponad dwukrotnie lepsze niż średnia światowa. Jednocześnie koszty wydobywania złota w Afryce są najwyższe na świecie – koszty gotówkowe w Q1 2013 r. wynosiły tam przeciętnie 957 USD, podczas gdy w Ameryce Północnej wyniosły one tylko 598 USD – co wynika głównie z tego, iż tamtejsze złoża znajdują się głęboko pod ziemią. Gdy dodamy do tego niestabilną ostatnimi czasy sytuację polityczną w tamtym regionie (strajki pracownicze), to nie dziwi, dlaczego produkcja w RPA systematycznie spada od lat (wykres nr 6).

Nawiasem pisząc, podobną, choć nie tak aż wyraźną, tendencję można zobaczyć także w przypadku USA, Kanady i Australii. Innymi słowy, utrzymywanie się stabilnego poziomu światowej produkcji zawdzięczamy głównie Rosji i Chinom (tabela 1). Oba kraje zwiększają swoją produkcję oraz rezerwy w złocie, co jasno obrazuje, iż Wschód systematycznie zwiększa swoją pozycję – kosztem Zachodu – na rynku złota.

 

 

Podsumowując, wiele przemawia za tym, iż Peak Gold mamy za sobą. Przynajmniej jeśli cena złota istotnie nie wzrośnie. Istotnie, jak pisałem w niedawnym tekście, już obecnie wiele spółek wydobywczych jest nierentownych. Nawet biorąc pod uwagę koszty gotówkowe, które nie oddają prawdziwego poziomu kosztów, World Gold Council przyznała, iż przy cenie poniżej 1200 USD za uncję 30 proc. spółek z branży ponosiłoby straty.

Dlatego wiele spółek z branży ratuje się fuzjami, cięciem wydatków inwestycyjnych oraz wydobywaniem złota metodą high grading, która polega na pozyskiwaniu od razu złota z najbardziej intratnych części rud. Choć w krótkim okresie zabiegi te zwiększają rentowność, to jednak w długim horyzoncie ją pogarszają, gdyż w obliczu coraz mniejszej ilości nowych złóż o coraz gorszej jakości wydatki inwestycyjne są niezbędne dla podtrzymania produkcji. Podobnie jest z metodą high trading, która w długim okresie zmniejsza ogólny współczynnik wydobycia złota (yield), gdyż wydobywanie złoża bezpośrednio z najbardziej intratnych rud z pominięciem warstw mniej zasobnych w czysty metal czyni ich późniejszą eksploatację nieopłacalną.

Zatem czynniki podażowe powinny przemawiać za wzrostem cen złota w najbliższej przyszłości. Trzeba bowiem pamiętać, iż nawet jeśli światowa produkcja nie załamuje się, to dzieje się tak tylko za sprawą Rosji i Chin, jednak wydobycie z tych krajów nie trafia na rynek międzynarodowy.

Dodając do tego czynniki popytowe, takie jak zapotrzebowanie ze strony Chin, wydaje się, że to może być dobry rok dla inwestujących w złoto. Istotnie, jak widać na ostatnim wykresie, złoto jest najbardziej rentownym aktywem w tym roku.

 

Arkadiusz Sieroń

Inwestycje Alternatywne Profit S.A.